Nie ma sensu tracić życia na szukanie sensu życia. Trzeba żyć!

Robin Williams popełnił samobójstwo i jak zwykle takie wydarzenia uruchamiają lawinę przemyśleń i wspomnień. Lubiłam go, naprawdę, to nie tak, że teraz mi się przypomniało. To był jeden z tych aktorów, co mają w sobie to coś. Talent, coś w oczach, twarzy. Takim aktorom jak on się po prostu wierzy. Kiedy gra lekarza, to jest lekarzem, kiedy nauczycielem albo ojcem, to kupujemy cały film, całą historię, która już zostaje w nas i do tej historii z filmu czasami w naszym życiu się odwołujemy. Może tą notatką radzę sobie jakoś z żałobą? Może…
Bez komentarza nie można zostawić też tego, że popełnił samobójstwo. Smutny to fakt, że mogą kochać cię tysiące ludzi, a tobie nie chce się żyć. Podobno był od wielu lat alkoholikiem i narkomanem. Cóż życie czasami boli i nie każdy ma w sobie tyle siły, by wyprodukować odpowiednią ilość przeciwciał na życie, które czasami jest jak choroba. Posiłkuje się lekami: alkohol, narkotyki, kupowanie coraz większej liczby rzeczy i ludzi (pornografia i sex), władza, tabletki o nazwach podobnych do walut, pozorna wolność czyli włóczęga…tu każdy może wpisać co chce…
Zapowiada się na opowiastkę o upadku i poszukiwaniu Boga… Nie, ja wierząca nie jestem.
Myślę o Robinie, że musiał od dawna cierpieć, podobno z uzależnieniami jakoś sobie radził, ale miał też depresję, co często jest połączone. Zastanawiam się, dlaczego dopiero teraz o tym publicznie powiedziano? W sensie publicznie tak głośno, że ja tu w Polsce o tym pierwszy raz usłyszałam. Tyle bólu i problemów z życiem i ze sobą od wielu lat, bardzo mi go żal. (Może to mało popularne zdanie, ale nie myślę, że samobójcy to egoiści i głupcy.) Pozostaje mi się domyślać ile cierpienia wewnętrznego (na skutek choroby?) musi zdeterminować do podjęcia takiej decyzji.
W każdej telewizji o tym trąbiono i były wywiady ze znanymi terapeutami. Jeden powiedział ciekawą rzecz, że w depresji trzeba odejść od koncentracji na sobie, a więcej zainteresowania wkładać w innych ludzi. Moim mały odkrytym paradoksem jest to, że im bardziej rozważam w życiu nad jego sensem, tym trudniej mi go uchwycić, a to logicznie skłania do myślenia, że go nie mam.
Chyba nie ma czegoś takiego jak sens życia, czegoś poza mną, co jak znajdę, to nagle wstawanie rano okaże się łatwiejsze, docinki szefowej nie będą wkurzały, a nieudany związek okaże się wielką miłością.
Wydaje mi się, że nie ma desygnatu sensu życia, to tylko hasło i poszukiwanie go, do czego nakłaniają nas modne gazety jest jałowe i bardziej szkodliwe niż pozytywne. Sensem życia jest życie. Życie nie jako egzystencja od jednej ważnej rzeczy do innej ważnej rzeczy, od sukcesu do sukcesu, od papierka do papierka, od faceta do faceta, od wypłaty do wypłaty, od imprezy do imprezy itd. Ale życie jako AKTYWNOŚĆ ŻYCIOWA-codzienna, przeżywanie codzienności najlepiej jak się potrafi i jak się chce, będąc w tym momencie i mając to, co się teraz ma, bycie pożytecznym i przydatnym dla innych.
Zdaję sobie sprawę, że w dobie wszystkiego szybkiego, mobilnego i migającego to chyba dosyć ciężkie, ja w każdym razie powoli się tego uczę i mi to służy. Podsumowując nie ma sensu tracić życia na szukanie sensu życia, trzeba żyć!

2 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>